poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zimowe zapachy Goose Creek Candle

Witajcie :)

Ponieważ obecnie jako nauczyciel mam ferie i uporałam się już z duuuużą ilością dokumentów, teraz czas na chwilę aromatycznego oddechu. Przybywam do Was z recenzjami zimowych zapachów marki obecnej już na moim blogu kilka razy, a mianowicie - Goose Creek Candle, które dotarły do mnie z Pachnącej Wanny.





Opis producenta:

"Wyjątkowa mieszanka musującego imbiru, cedru i ziaren wanilii przeniesie Cię w magiczny, zimowy czas."


I tu zgadzam się z producentem w 100%. Zdecydowanie czuć musujący imbir oraz drzewo cedrowe, liściasto - iglasty las, a całość otulona lekko słodką, waniliową chmurką. Na pierwszy plan wysuwa się jednak imbir, więc świeca jest dla miłośników tego zapachu. Intensywność zapachu jest duża już od pierwszego palenia.



To, co nieustannie działa w moich oczach na korzyść świec Goose, to obecność dwóch knotów, dzięki którym rozpalanie jest naprawdę szybkie i mogę odpalić świecę mając nawet niewiele czasu do wyjścia z domu.

Wildest dreams



Nazwa niczym tytuł piosenki Taylor Swift ;) Co mówi producent?

"Owocowe nuty bergamotki, gruszki, pomarańczy i czarnych porzeczek mistrzowsko zestawione z bukietem kwiatów jaśminu, jabłoni i konwalii. Całość kompozycji uzupełnia drewno sandałowe, cedr, wanilia i bursztyn."

A to jest jeden z tych zapachów Goose, którego nie sposób opisać. Jest tak złożony i wielowymiarowy, że jest to naprawdę trudne. Z pewnością ma w sobie coś z owoców i tu najbardziej skłaniałabym się ku czarnym porzeczkom z opisu, choć mój nos krzyczy "śliwka!", której w nutach składowych zupełnie nie ma ;) Dodatkowo coś lekko kwiatowego, drzewne podbicie z dodatkiem słodyczy... Zapach jest piękny, właśnie zużyłam ostatnią kosteczkę i zastanawiam się nad świecą.  

"Tradycyjny amerykański, domowy przysmak pachnący bananami i orzechami z dodatkiem karmelu, miodu, cynamonu, masła i brązowego cukru. Pycha."



W końcu zapach bananowy, w którym nie wyczuwam orzechów, hurra! Co prawda pojawiają się w opisie, ale ja na szczęście ich nie czuję, także jeśli są tu zwolenniczki orzechowych aromatów, to mogą się zawieść, ale jeśli tak jak ja nie przepadacie za nimi, to jest to zapach dla Was. Słodki, lekko cukrowy bananowy chlebek daje taki aromat, że aż ślinka leci. Lubię to :)


"Zasypana śniegiem droga prowadząca przez zimowy las sosen i brzóz. Nadeszły Święta a aromat drzew miesza się z zapachem owoców petitgrain, mięty i paczuli."



Zapach określiłabym jako... ciekawy. Na pewno jest mroźny, lekko sosnowy, iglasty, ale być może dodatek mięty sprawia, że trochę kojarzy mi się z jakimś lekarstwem. Nie oznacza to, że jest zły, ale nie każdemu może przypaść do gustu. Ja akurat lubię takie zapachowe "dziwadła" ;) 


Zima zdecydowanie sprzyja paleniu świec zapachowych. Was też dopadło to uzależnienie? Jeśli tak, dajcie znać, jakie zapachy preferujecie!

PODPIS

9 komentarzy:

  1. Taka świeca potrafi umilić dzień lub wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wildest dreams zaciekawił mnie mocno :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chlebek bananowy za mną chodzi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę sobie kupić jakąś nową świeczkę, bo zapachy już wypalone, a zima się przedłuża, więc trzeba ją sobie umilić.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze.
I te pozytywne i te krytyczne - jednak pamiętaj! - szanujmy się nawzajem, dlatego wszelkie obraźliwe/naruszające moje poczucie moralności i estetyki komentarze będą usuwane.
Nie spamuj - nie zostawiaj linka do swojego bloga wraz z hasłem "obserwujemy?" - to gwarantuje, że na pewno tam nie zajrzę.
Wszystkie inne osoby bardzo chętnie odwiedzę :)

Pozdrawiam, Ewa.