piątek, 5 czerwca 2015

Letnie zapachy od Goose Creek!

Witajcie :)

Jak spędzacie ten ciepły, słoneczny piątek? Korzystacie z długiego weekendu, czy też musicie cierpieć w pracy? Ja niestety nadal tkwię na zwolnieniu lekarskim. Na szczęście czuję się już zdecydowanie lepiej, zapalenie zatok mnie opuszcza, ale wolę nie ryzykować i nie wystawiać się na wiatr, tylko doleczyć do końca.

Węch też mi wrócił, co dla zapachomaniaka jest niezwykle ważne :) I dziś właśnie chciałabym Wam opisać 2 zapachy świec, tym razem od firmy Goose Creek. Znacie ją? Jeśli nie, to zapraszam.

Świece Goose tak jak Yankee ważą 623g, co zdaniem producenta przekłada się na 120-150h palenia. Cena jest również taka sama jak przy Yankee - 92zł. To, co odróżnia obie firmy, to obecność dwóch knotów u Goose, przy jednym knocie w Yankee.


Powiem Wam, że te dwa knoty bardzo ułatwiają rozpalanie świecy. Trwa ono około godziny z małym haczykiem, gdzie w przypadku Yankee rozpalenie do ścianek czasem może trwać do 2,5-3 godzin i to ze wspomaganiem illumami czy sweterkami. Teraz mając nawet niewiele czasu przed pracą, mogę się pokusić o rozpalenie świecy.

Oba zapachy, które chcę dziś Wam przedstawić są typowymi letniakami, jednak każdy z nich wolę palić o innej porze dnia.

SUMMER SHERBET
Zdaniem producenta:
  
"Ulubiony, letni deser. Prawdziwa feeria zapachów - odkryj pomarańcze, cytryny, limonki, brzoskwinie i maliny, wszystko odpowiednio zmrożone."

I rzeczywiście, mamy tu do czynienia z typowym zapachem zmrożonego sorbetu. Jest mocno słodki, jednak dodatek cytryny i limonki dodają mu lekkiej kwaskowatości. Zapach jest słodszy w wosku niż w świecy, gdzie czasem wyczuwam lekko sztuczną nutę, jakby hmm... plastik? Na szczęście pojawia się to tylko czasami. Ten zapach lubię palić do południa, szczególnie kiedy mam wolny dzień ;)

KISS IN THE SAND

Bez obaw, świeca nie pachnie stopami ;) Jej zapach jest zupełnie inny i jakże cudowny! Co mówi producent?

"Na rozgrzanym piasku, gdy włosy rozwiewa nadmorska bryza a stopy chłodzi morska woda - rozkoszuj się delikatnymi pocałunkami. Ten zapach to zmysłowa kompozycja złożona z jagód, powojnika i fiołków otulonych wanilią, piżmem i drewnem sandałowym."
Zakochałam się w nim od pierwszego powąchania. W wosku bardziej wyczuwałam słodkie jagody, w świecy zapach nabrał głębi i choć na początku nadal czuć jagody, to mieszają się one z zapachem wyrzuconego na brzeg drzewa lub lekko wilgotną od bryzy ławeczką nad morzem. Moc zapachu jest naprawdę duża i zdecydowanie wolę palić tę świecę wieczorem, przy zachodzie słońca, kiedy nie ma największych upałów. 

PODPIS

12 komentarzy:

  1. ten zapach jagód mnie kusi ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten sorbecik kusi ;) ideał na lato się wydaje. Musze bliżej przyjrzeć się tym świecom.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawił mnie zapach "Kiss in the sand" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mmm sorbet musi pięknie pachnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapach sorbetu bardzo mnie zaciekawił.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie się prezentują, a zapachy na pewno przypadłyby mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. 'kiss in the sand' nawet wygląda obłędnie, jak jagodowy mus. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten drugi zapach brzmi bardzo kusząco.

    OdpowiedzUsuń
  9. A Ty, kochaniutka, to tylko mnie kusisz tymi zapachami . Nikt inny tylko Ty :D hihi

    OdpowiedzUsuń
  10. Sorbet raczej nie dla mnie, bo za zapachami owocowymi nie jestem. Wosk Kiss in the sun mam w domu i dla mnie pachnie jogurtem jagodowym z domieszka czegoś szcztucznego. Wiem jednak, ze świece w Goose sa zupełnie inne od woskowych odpowiedników, dlatego jak teraz czytam Twój opis to nabrałam na niego ochoty. Moze faktycznie jest inny... :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze.
I te pozytywne i te krytyczne - jednak pamiętaj! - szanujmy się nawzajem, dlatego wszelkie obraźliwe/naruszające moje poczucie moralności i estetyki komentarze będą usuwane.
Nie spamuj - nie zostawiaj linka do swojego bloga wraz z hasłem "obserwujemy?" - to gwarantuje, że na pewno tam nie zajrzę.
Wszystkie inne osoby bardzo chętnie odwiedzę :)

Pozdrawiam, Ewa.