czwartek, 31 października 2013

Halloween'owe uhuhuhu ;)

Witajcie :)

Przyznawać się, która z Was wybiera się dziś na jakąś imprezę? Ja zostaję w domu, ale jeszcze kilka tak męczących dni i nie potrzebowałabym żadnej charakteryzacji...

Dziś pachnąco, czyli oczywiście Yankee Candle i zapachy specjalnie na tę okazję.



1. Candy Corn


Nie mam pojęcia jak pachną cukierki o tej nazwie, ale wosk jest całkiem przyjemny. Pachnie właśnie takimi słodkimi, cukrowymi cukierkami. Zapach ten przywodzi mi na myśl lekko uprażony na patelni brązowy cukier. Nie jest duszący i spokojnie można go palić w małym pokoju. No i ten duszek ;)

2. Witches' Brew



Tego wosku się trochę obawiałam. Kiedy przyszło moje zamówienie, czarownica zdecydowanie zdominowała pozostałe zapachy znajdujące się w kopercie. Dlatego też wylądowała zawinięta w folię bąbelkową na szafie :P Jednak w końcu ją odpaliłam i nie było tak źle. Zapach jest bardzo specyficzny. Nie potrafię go porównać do żadnego znanego mi aromatu, posłużę się jedynie skojarzeniami. A te prowadzą do krętych, kamiennych schodów wiodących do omszałej, lekko wilgotnej piwnicy, w której czarownica szykuje w kotle bardzo ciężką, aromatyczną miksturę. Nie polecam odpalania wieczorem po obejrzeniu horroru, może tylko spotęgować strach ;)

Macie któryś z Halloween'owych zapachów? :)

Pozdrawiam, Ewa

poniedziałek, 28 października 2013

Październikowe zużycia.

Witajcie :)

Kolejny miesiąc dobiega końca, czy tylko ja mam wrażenie, że czas leci niewiarygodnie szybko? Za niecałe 2 miesiące mamy Boże Narodzenie!

No i porcja moich zużyć. Rewelacji nie ma, ale jak zawsze lepsze to niż nic :)


No i dzielimy na kategorie.

Włosy:


1. Na początek mój HIT HITÓW, czyli szampon Love2Mix pomarańcza&chilli. Ten szampon zdziałał cuda. Nigdy nie wierzyłam, że można zahamować wypadanie włosów używając szamponu, kiedy jednak razem z podlaskimi dziewczynami (:*) robiłyśmy wspólne zamówienie, postanowiłam go dorzucić do koszyka. Już po dwóch użyciach zauważyłam ogromną różnicę. Włosy przestały zawalać całą wannę i odpływ, to samo przy wyczesywaniu. Po prostu PRZESTAŁY WYPADAĆ! Nie mogłam uwierzyć. Ku mojej wielkiej radości, jakieś 3 tygodnie później ujrzałam to:



Meeeega długie BH, których wcześniej naprawdę nie było! Jestem przeszczęśliwa, choć zaznaczam, że to moje włosy zareagowały na ten szampon. Rozmawiałam z Michasią, która mówiła, że u niej nie zrobił nic. A u mnie jak widać, bardzo dużo :D Następca: Balea czarna, ale na pewno do niego wrócę!

2. Odżywka/maska Avon greckie morza. Na początku jej nienawidziłam, włosy były sztywne i tępe w dotyku. Ale dałam jej drugą szansę i było lepiej. Dziwnym trafem sprawiała wrażenie, że kucyk jest objętościowo większy. Następca: oj odżywek mam teraz dużo :D

3. Próbki szamponu Equlibra. To tylko próbki więc mało mogę powiedzieć. Ale zaskoczyło mnie to, że szampon super się pieni i jedna saszetka wystarczała na moja długie włosy, co przy innych szamponach jest niewykonalne. Fajny, może kupię pełnowymiarowe opakowanie.

Ciało:


4. Masełko TBS, już o nim pisałam, to moje drugie opakowanie. Następca: Balea czekoladowa.

5. Antyperspirant Nivea. Wykończyłam w męczarniach. Niby super ochrona przed potem. Mhm, no nie za bardzo. Nie dał rady kompletnie. Na pewno nie kupię więcej. Następca: Rexona kulka złota.

5. Chusteczki nawilżane z Biedronki ;) Zapach gumy balonowej (to produkt dla dzieci) i naprawdę czyściły dłonie z różnych zanieczyszczeń, kiedy nie miałam dostępu do wody i mydła.

6. Próbka Provag.

Twarz:


7. Satynowy mus do ust Avon RECENZJA. Następca: sporo, ale ostatnio pomadka Eveline.

8. Płyn do płukania ust Elmex. Jak już pisałam, walczę z erozją szkliwa i płyn spisał się całkiem dobrze. Zęby mnie tak nie bolały i mogłam pić zarówno zimne jak i gorące napoje.

9. Podkład Lirene 2w1, nie wiem która to już tubka. RECENZJA. Następca: to samo.

10. Baza pod cienie KOBO. Użyłam do ostatniego wyskrobka :p Nie wyschła, nie rolowała się, miała super trwałość, doskonale podbijała kolor cieni. Jestem z niej bardzo zadowolona i już kupiłam kolejne pudełeczko.

I to tyle zużyć na dziś. Post jest niestety automatyczny, ponieważ aktualnie najprawdopodobniej zaharowuję się za marne grosze :P

Pozdrawiam, Ewa

sobota, 26 października 2013

Firmoo, czyli okulary, które każdy już zna :)

Witajcie :)

O tych okularach krążą już blogowe legendy. Dużo się ich przewinęło, prawda? Jednak tych, które wybrałam, jeszcze nie widziałam. Jak to możliwe? Są przecież najładniejsze :D

Mam na myśli oczywiście okulary Firmoo. Firma ta jest dosyć znana w blogosferze. Jednak trudno o niej nie słyszeć, skoro jej ceny są o wiele niższe niż wyrobienie okularów w Polsce. Wiem, o czym mówię, ponieważ już od wielu lat jestem tak zwanym kretem, czyli po prostu krótkowidzem. Mam dwie pary okularów, choć na co dzień wolę chodzić w soczewkach (co niektóre z Was zaobserwowały na zdjęciach makijażu oczu). Tak jest mi po prostu wygodniej. Niemniej jednak, od czasu do czasu mam ochotę zmienić wygląd na typowo "kujoński" i pośmigać w okularach ;)

Takie cudaki sobie wybrałam:


Oprócz nich otrzymałam także ściereczkę do czyszczenia i mały zestaw majsterkowicza.


Okulary są naprawdę solidne, mają anty-refleks i designerskie wzorki. Oj podobają mi się :D


Trochę się bałam, czy wszystkie parametry medyczne wpiszę jak trzeba, bo kartka od okulisty jest długa. Ale się udało i teraz widzę wszystko jak na dłoni.

Firma oferuje dużo promocji, jak na przykład pierwsza para gratis (płaci się tylko za wysyłkę). Not bad.

No i prezentacja na twarzy.


Moim skromnym zdaniem chyba do mnie pasują :)

Pozdrawiam, Ewa

czwartek, 24 października 2013

Kiedy moje NIE zmienia się w TAK

Witajcie :)


Pogoda za oknem nie rozpieszcza, przynajmniej na Podlasiu. Zimno i deszczowo. Nie wiem jak Wy, ale w takie dni jeszcze bardziej mam ochotę na coś słodkiego. Ale twardo trzymam się swojego postanowienia i mój cheat day jest w soboty. Nie pozostaje mi nic innego niż tylko czekać :)

Czasem (nie za często, ale jednak) zdarza się, że zarzekam się i głośno krzyczę, że TEGO NA PEWNO NIE KUPIĘ.  A potem kupuję :P Tak było w przypadku masełek Nivea.


Zawsze twierdziłam, że wsadzanie paluchów do puszki jest niehigieniczne i w ogóle ble. Ale potem pomyślałam, że przecież masła będę używać tylko przed snem, kiedy moje dłonie będą czyste. A pomadkami smarujemy się o każdej porze i zbieramy zarazki z ust, które później znów na nie nanosimy. Czy więc na pewno z tą higieną jest tak jak myślałam?

Wybrałam masła o smaku karmelowym i malinowym. To drugie czeka na cieplejsze dni, natomiast karmel jak najbardziej nadaje się na chłodną jesień.

Puszka jest metalowa i mieści 19ml produktu. Oczywiście skład:




Szału nie ma.

Za to szał jest z zapachem. Naprawdę mi się podoba, jest słodki, karmelowy, wyczuwam w nim nawet delikatną nutę słodkich orzechów, na szczęście tylko odrobinę.

Masełko, jak sama nazwa wskazuje, ma dosyć gęstą, zbitą konsystencję, która jednak nie stwarza problemów przy wydobywaniu paluchami tego ulepku. Ja już wykręciłam niezłą dziurę.



Najbardziej cieszy mnie jednak dobre działanie. Tak jak pisałam, masła używam na noc i niewielka jego ilość spokojnie wystarczy na pokrycie ust (lepiej żeby nie nałożyć go za dużo, bo wtedy staje się takim słodkim ulepkiem włażącym do buzi, a zbyt smaczne to ono nie jest), które rano nadal są nawilżone i gładkie.


To masełko znacie pewnie wszystkie, ale podpowiem, że można je kupić w Rossmannie jak i wielu innych drogeriach. Ja swoje capnęłam w Biedronce kiedy były akurat w asortymencie ;)

Macie, lubicie? Jakie są Wasze ulubione zapachy?

Pozdrawiam, Ewa


środa, 23 października 2013

Kiedy nie mamy sił zupełnie na nic.

Witajcie :)

Po kilkudniowym odwyku internetowym, jestem. Po wyczerpujących dniach nie mam zupełnie na nic ochoty, jedyne o czym marzę, to długa i relaksująca kąpiel. No i fajna książka ;) Dlatego dziś recenzja jak najbardziej w temacie. Czy Płyn do kąpieli z koncentratem ziołowym: kwiat lipy, rumianek, prawoślaz, nagietek firmy FITOMED pomógł mi w kąpielowym relaksie? Zapraszam do recenzji.


Na co dzień biorę szybki prysznic nie mając czasu na wylegiwanie się w wannie. Ale co jakiś czas mam niesamowitą ochotę na dłuższe odprężenie (tak jak na przykład dziś) i wtedy kąpiel staje się moim wieczornym umilaczem.

Kilka słów producenta i skład:


Tak jak mówi producent, płyn ma rzeczywiście konsystencję żelową, przypominającą galaretkę. Nie przypomina typowo lejącego się płynu drogeryjnego, ale nie jest też tak ciągnący jak na przykład żel pod prysznic. Ot, taka niezastygnięta galaretka.


Najśmieszniej wyglądają te małe glutki po tym, jak wpadną do wanny. Wcale się od razu nie rozpuszczają. Zobaczcie, jak to wygląda. Jak wiórki czekoladowe albo... mysie bobki ;p


Po wymieszaniu ręką na szczęście te cudaki znikają, pozostawiając "swoistą dla mydlnicy pianę", czyli niestety dosyć słabiutką. No, ale jest to wszak produkt bardziej nastawiony na efekt, a nie stronę wizualną, więc nie będę się czepiać.

Płyn pachnie trochę "babcinie". Nieco ziołowo, ale jednak miałam skojarzenie z babcią ;)


Mam bardzo suchą skórę, a im robi się zimniej, tym bardziej wysycham. Dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po ten płyn. Nie sprawił on co prawda, że nagle moja skóra stała się nawilżona jak z reklamy, ale na pewno była w lepszym stanie niż po tradycyjnym prysznicu. Parę razy ominęłam też smarowanie balsamem nóg po kąpieli i też nic złego się z nimi nie stało.

12 złotych za 300ml tego płynu nie wydaje mi się ceną wygórowaną i czasem lubię odpocząć od kuszących zapachami, ale nafaszerowanymi chemią drogeryjnych produktów, na rzecz mniej cieszących oko, ale bardziej dbających o naszą skórę specyfików.

Idę do wanny :)

Pozdrawiam, Ewa

niedziela, 20 października 2013

Kolejna odsłona Yankee Candle, czyli Mój pachnący dom #2

Witajcie :)

Zgodnie z obietnicą prezentuję kolejną odsłonę Yankee Candle 


w ramach wymyślonego przeze mnie cyklu


Dziś będą moi dwaj ulubieńcy, jeden przyjemniaczek i jedno rozczarowanie. Jak obstawiacie, co myślę o każdym z nich? :)

1. Na pierwszy rzut mój ABSOLUTNY FAWORYT wśród wszystkich YC, jakie miałam przyjemność do tej pory poznać, czyli oczywiście Soft Blanket


Zapach jest wprost cudowny! Jednocześnie rześki, ale i bardzo słodki, otulający, nieduszący. Tak mógłby pachnieć mój kocyk i nie wychodziłabym z niego nawet na chwilę. Jak słodziutki płyn do płukania. Zakochałam się od pierwszego powąchania i na pewno kupię świecę.

2. Nature's Paintbrush


Tu niestety rozczarowanie. Wosk kupowałam w ciemno i po powąchaniu go na sucho byłam nawet zadowolona. Jednak po odpaleniu czar prysł. Zapach jest BARDZO intensywny, co w moim małym pokoju nie zawsze jest zaletą. Wyczuwam tu nutę męską pomieszaną z jesiennym powietrzem. Skojarzenie jakie mi przyszło  do głowy, to mężczyzna, który wchodzi do domu po spacerze wśród wilgotnych liści ;) Niestety, kiedy zapach nabierze mocy staje się duszący i mdlący. Musiałam zgasić kominek i wywietrzyć pokój. Dam mu jeszcze szansę na większej powierzchni, ale na pewno nie teraz. ZAPACH WYCOFYWANY.

3. River Valley


Przyjemniaczek :) Jego zapach naprawdę kojarzy mi się ze spacerem w dolinie rzeki. Jest rześki, ale jednocześnie tak przyjemnie ciepły. Również ma w sobie męską nutkę, ale ta jest moim zdaniem o wiele przyjemniejsza. Wcale nie przytłacza, wręcz przeciwnie - mam ochotę zaciągnąć się zapachem jeszcze bardziej. Oprócz tego wyczuwam w nim lekką bryzę i świeże powietrze. Lubię go. UWAGA! Zapach niestety znalazł się na liście wycofywanych (nie rozumiem, dlaczego), więc jeśli macie na niego ochotę, róbcie zapasy.

4. Paradise Spice


Mój numer 2 ;) Zapach z serii ciepłych, otulających, na zimne jesienno-zimowe wieczory. Wyczuwam w nim słodkie banany i korzenne przyprawy. Bardzo ładny, choć mocny. Nie można przesadzić z ilością, bo może lekko przytłoczyć. Jednak dobrze wyważony spisuje się idealnie. Tata wchodząc do mieszkania zapytał, kto piecze pierniczki, choć ja aż tak korzennego skojarzenia z nim nie mam. Jednak bardzo go lubię i choć nie wiem, czy zdecyduję się na świecę, to na zapas wosków na pewno.

Który zapach Was najbardziej zainteresował, a którego nie widzicie w swoim kominku? Chętnie poznam Wasze typy :)

Pozdrawiam pachnąco, Ewa

piątek, 18 października 2013

Kilka kosmetycznych (i nie tylko) nowości.

Witajcie :)

Wczoraj na moim Fb większość z Was była za tym, żeby dziś na blogu pojawiły się nowości kosmetyczne. W takim razie to post specjalnie dla Was, a następnym razem opiszę kolejną porcję YC :)
 
1. Małe zakupy w Biedronce. Baza pod makijaż i olejek do kąpieli, którego można używać także jako żelu pod prysznic o zapachu karmelu z cynamonem. Oh God, co za zapach <3 Jak mleczna czekolada z nadzieniem toffi, lekko posypana cynamonem. 


2. Ostatnio pisałam, że nie lubię zapachu wanilii. Cóż, od każdej reguły jest wyjątek, bo próbka perfum YR zauroczyła mnie na tyle, że kupiłam sobie pełnowymiarowe opakowanie. Na zimę będą idealne :)


3. Moja pierwsza świeca YC o niedostępnym w Polsce zapachu Brown Paper Packages :) Jeszcze jej nie paliłam, ale nawet na sucho pachnie mi bardzo przyjemnie, pudrowo, podobnie do kremu Nivea. YC- maniactwo padło mi na głowę, zdaję sobie z tego sprawę :)


4. I oczywiście woski YC. No co, przyszła jesień, trzeba sobie jakoś poprawić humor ;)


5. W końcu uśmiechnęło się do mnie szczęście i wygrałam rozdanie :D I to nie byle jakie! Dakota obdarowała mnie profesjonalnym zestawem do włosów oraz masą próbek i bardzo sympatyczną karteczką :) Jeszcze raz dziękuję Ci kochana! :*


6. I prezencik od Emilii Jadeitgirl - próbka kremu Beta - skin. Bardzo dziękuję :)



I to tyle ;) Nie będę Wam pokazywać zakupów z Home&You, bo post byłby miliard razy dłuższy :D Tak to jest jak się urządza nowe mieszkanie.

Te z Was, które czekają na kolejną porcję zapachów YC obiecuję, że opiszę je już niedługo :)

Pozdrawiam, Ewa

czwartek, 17 października 2013

Waniliowy średniaczek - przeciętniaczek z Avonu.

Witajcie :)

Wystarczy jedna dobrze przespana noc, wolny dzień, pachnący wosk w kominku i człowiek od razu wraca do życia ;)

Dziś tytułowy przeciętniak, czyli:

Krem do rąk Avon Naturals o zapachu wanilii


Niektóre z Was wiedzą, że nie lubię zapachu wanilii, przynajmniej występującej solo. Co innego w zestawianiach np. z limonką etc. Jej zapach w kosmetykach najczęściej kojarzy mi się z... klejem. Tak samo było  w tym przypadku i naprawdę nie rozumiem co mnie podkusiło, żeby go zamówić. Zapach jest strasznie sztuczny.

Krem ma pojemność 75ml i nie jestem zadowolona już nawet z samego opakowania, ponieważ jest zakręcane, a ja wolę zamknięcia typu klik.


Zawrotne informacje od producenta:


Oprócz kiepskiego zapachu będę też narzekać na całą resztę. Krem jest rzadki.Dam mu plusa za szybkie wchłanianie, ale cóż z tego, skoro jego nawilżenie jest znikome? Bardzo słabo działa na moje dłonie. Jedyne jego zastosowanie to podróżowanie ze mną w torebce i używanie w nagłych sytuacjach, kiedy potrzebuję czegokolwiek. 



Krem ma przyjemną szatę graficzną, ale to zdecydowanie o wiele za mało.

Podsumowując: rozczarowanie. No ale nie wszystko może być cudownym porzeczkowym kremem The Secret Soap Store ;)

Pozdrawiam, Ewa

środa, 16 października 2013

I znów makijaż, a nawet dwa.

Witajcie :)

Piszę do Was już chyba jako zombie. Te trzy dni dały mi się bardzo we znaki. Złożyło się na to mnóstwo czynników, którymi nie będę Was zanudzać. Ale od jutra mam 2 dni po hasłem akcja - regeneracja i mam nadzieję, że dojdę do siebie.

Pokażę Wam kolejne 2 makijaże, które wytworzyłam, tym razem za pomocą produktów otrzymanych od drogerii internetowej


W paczce znalazł się między innymi cień Astor 750 - Glam Grey.


Tak się składa, że o ile nie lubię zieleni na oczach (o czym pisałam ostatnio), tak szarość jest moim zdaniem jak najbardziej ok.

Wizualnie wygląda bardzo ładnie. Jeśli chodzi o trwałość , to także daję +. Cień nie zbiera się także w załamaniach powieki (oczywiście nakładam go na bazę). Pigmentacja niestety jest dosyć przeciętna i trzeba się trochę namachać, żeby powieki miały pożądany kolor.


Oczywiście z lewej strony bez bazy, z prawej z bazą.

No i przykładowy makijaż z wykorzystaniem cienia.



Drugim produktem i niestety zupełnie nietrafionym (nie decydowałam o zawartości przesyłki) była kredka Miss Sporty Mini-Me w kolorze... żółtym.


Długo się zastanawiałam jak mam sobie poradzić z takim kolorem na oczach i oto jedyne rozwiązanie, jakie mi przyszło do głowy.


Nie jestem zadowolona z efektu, tym bardziej, że kredka się momentalnie ściera i pozostające ślady są nieestetyczne. Niemniej jednak, zawsze to nowe doświadczenie, prawda? :D


Idę do łóżka trochę poumierać ;)

Pozdrawiam, Ewa

niedziela, 13 października 2013

Szybki makijaż + dokładka do wymianki.

Witajcie :)

Dziś króciutko. Niestety, nie każdy ma wolny weekend, ale jak się chce coś mieć, to trzeba pracować :)

Na początku chciałam Wam przypomnieć o mojej zakładce wymiankowej [KLIK], do której w końcu dorzuciłam parę nowości.

I pokażę Wam też makijaż, jaki zmalowałam jakiś czas temu. Nie widzę siebie w zieleniach, ale miałam dobry dzień i powiedziałam mojemu R. żeby podrzucił kolor, na jaki mam się umalować. Wiecie, co podał jako pierwsze? Czerwony ;| 

W końcu stanęło na zielonym, niech ma ;)



Co Wy na to? Ja nie jestem przekonana ;)

Pozdrawiam, Ewa

czwartek, 10 października 2013

Wszyscy mają Yankee Candle, mam i ja! - Mój pachnący dom #1

Witajcie :)

Długo opierałam się krążącemu po blogosferze szaleństwu YC. Nie rozumiałam, jak woski czy też świeczki zapachowe mogą wzbudzać tyle emocji. Oczywiście musiałam sprawdzić to na własnym nosie. No i poległam. Teraz już doskonale rozumiem fenomen Yankee Candle i od razu Wam mówię: nawet nie porównujcie ich z tańszymi zamiennikami. To w ogóle odrębne światy!

Wiem, że na blogach pojawia się coraz więcej postów o YC, jednak mam nadzieję, że z chęcią przeczytacie moje subiektywne opinie na ich temat. Zapraszam więc na pierwszy post z serii 


Na początek pokażę Wam 5 zupełnie różnych zapachów, także liczę, że każda z Was znajdzie coś dla siebie.



1. Vanilla Lime



Opis producenta:

Orzeźwiające połączenie intensywnej wanilii z cukrem trzcinowym oraz soczystej limonki

Moja opinia:

Szczerze mówiąc trochę obawiałam się tego zapachu, bo nie przepadam za aromatem czystej cytryny (kojarzy mi się z odświeżaczami do WC), a sama wanilia jest dla mnie zbyt słodka. Jednak fuzja tych zapachów okazała się strzałem w dziesiątkę. Żadna z nut nie dominuje nad drugą, świetnie się równoważą i zapach jest jednocześnie słodko - kwaśny. Bardzo się polubiliśmy.


2. Mandarin Cranberry


Opis producenta:

Owocowa, słodka woń słonecznych pomarańczy i kruchej, cierpkiej żurawiny

Moja opinia:

Tak się zastanawiam dlaczego w nazwie jest mandarynka, a w opisie zapachu pomarańcza... :D W każdym razie zapach jest dosyć słodki. Owocowy, ale słodki. Bardzo lubię zapach żurawiny jednak tutaj została ona nieco przytłoczona pomarańczowo-mandarynkowymi nutami. Zapach jest ładny, aczkolwiek raczej nie stanie się moim ulubieńcem.


3. Strawberry Buttercream


Opis producenta:

Słodkie, dojrzałe truskawki pokryte delikatną, puszystą bitą śmietaną

Moja opinia:

Odwróciłabym proporcje w opisie. W tym wosku zdecydowanie dominuje słodka śmietanka, a truskawki są małym dodatkiem dopełniającym całości. Wosk jest bardzo, bardzo słodki i mega intensywny. Paliłam w kominku naprawdę malutką cząstkę, może 1/7, a już po chwili cały pokój był skąpany w słodkiej śmietance. Nawet na sucho jest niesamowicie intensywny. Polecam wielbicielkom słodkości, sama jestem jedną z nich ;)


4. Clean Cotton


Opis producenta:

Zapach świeżo wypranej bawełny

Moja opinia:

W sumie niewiele mam do dodania :D  Wosk po rozpaleniu naprawdę wytwarza aromat świeżego prania. Jestem pewna, że gdyby przyszedł do mnie gość, z pewnością zapytałby skąd mam taki ładny płyn do płukania. Świeży, lekki, zupełnie nieprzytłaczajcy. Mieszkanie od razu sprawia wrażenie czystszego ;)

5. Pink Sands


Opis producenta:

Egzotyczna mieszanka świeżych i soczystych cytrusów, słodkich kwiatów i pikantnej wanilii.

Moja opinia:

Ten wosk odpaliłam jako pierwszy z całej piątki. Na początku mój nos wyczuwał w nim... ogórek. Naprawdę. Jednak dałam mu szansę i po pół godzinie/godzinie palenia zapach się bardzo zmienił. Stał się lekko słodki, kwiatowy i co najważniejsze - bez ogórka. Wanilii tam nie wyczułam, ale moim zdaniem tylko popsułaby całą kompozycję. Ten wosk skojarzył mi się z ciepłym, letnim wieczorem. Ach, kiedy to znów nastąpi...

Cała piątka pochodzi z:



No i jak, wyobrażacie sobie któryś z zapachów we własnym kominku? Koniecznie dajcie znać, który :)

Ja, jeśli miałabym wybrać mojego faworyta z tej piątki to... chyba bym nie umiała i wybrałabym dwóch: Vanilla Lime i Clean Cotton.

Pozdrawiam, Ewa