sobota, 31 sierpnia 2013

Denko: sierpień 2013.

Witajcie :)

Nie ma to jak rozpocząć weekend z przeziębieniem... Od środy mam jakieś zapalenie gardła, a dziś jeszcze dołączył katar, cudnie. No nic, trzeba się wziąć za siebie i jak najszybciej wyleczyć.

Dziękuję również tym z Was, które oddały na mnie swój głos w recenzji masła Honeymania. Co prawda ich ilość nie wystarczy do przejścia na kolejny etap, ale i tak dziękuję :*

A teraz czas przejść do rzeczy! :) Na początku każdego miesiąca myślę, że tym razem nic się nie skończy. A potem okazuje się, że jednak nazbierało się sporo pustych opakowań.


Włosy:


1. Wzmacniający tonik Babuszki Agafii - jedyny produkt tej firmy, który na razie mnie nie zawiódł. Ze względu na trudną aplikację przelałam go od razu do buteleczki z atomizerem. Kiedy zaczęłam go używać naprawdę zauważyłam, że wypada mi mniej włosów i mam mnóstwo BH. Potem był regres, a na koniec znów fajne działanie. Ogólnie wrażenia pozytywne. Następca: Dermena.

2. Suchy szampon Isana - mój pierwszy suchy szampon. Naprawdę nie był zły. Odświeżał włosy na parę godzin, ale niestety zostawiał białawy nalot no i czas działania był średni. Myślałam, że to standard, dopóki nie zaczęłam stosować osławionych Batiste, które zastąpiły Isanę. Naprawdę jest różnica. Ale za taką cenę warto spróbować i tego szaponu.

3. Szampon Nivea - czytałam mnóstwo niepochlebnych opinii na jego temat, ale dopiero wtedy jak już go kupiłam :D Niemniej jednak postanowiłam spróbować i... pozytywne zaskoczenie. Nie wiem skąd te negatywne głosy. U mnie szampon spisał się super. Włosy były miękkie, pachnące, świetnie się rozczesywały. Jedyny mankament to fakt, że przetłuszczały się nieco szybciej. Następca: Love2Mix Pomarańcza&Chilli.

Twarz:


4,5. Niedobitki płynu do soczewek Bauch&Lomb z domu i ze stancji. Bardzo dobre płyny, nie podrażniają oczu, dobrze oczyszczają soczewki. Następca: to samo.

6. Odżywka do rzęs Eveline. Uwielbiam ją! Nie daje super efektu wzrostu rzęs lub zahamowania ich wypadania, ale za to jak działa jako baza! Moje rzęsy są o wiele dłuższe (a przynajmniej na takie wyglądają). Nie wyobrażam sobie żebym teraz musiała przestać jej używać. Następca: no wiadomo :)

7. Płyn BeBeauty, o którym już chyba wszystko zostało powiedziane :) Moim zdaniem jest genialny. Następca: to samo.

Ciało:


8. Dezodorant Rexona. Dobrze chroni, ale po kilku godzinach przestaje mi się podobać jego zapach. Robi się taki dziwny. Następca: również kulka, ale ze złotą zakrętką.

9. Peeling Joanna - chyba każdy zna te peelingi :) Piękny zapach, dosyć dobrze zdzierające drobinki i niska cena są jak najbardziej na +. Następca: kończę równocześnie peeling z Avon Spa.

10. Żel do higieny intymnej Biały Jeleń z korą dębu. Najlepszy produkt tego typu, jaki miałam! Robiłam o nim nawet oddzielną recenzję. Cudnie pachnie, świetnie oczyszcza, łagodzi nawet lekkie podrażnienia. Rewelacja! Następca: muszę znaleźć to samo w sklepie.

11. Żel OS malina&wanilia. Boski zapach, naprawdę. Jak lody lub serek/jogurt. Do wypicia :) Czytałam, że niektórym dziewczynom wysusza skórę, u mnie jednak nic takiego się nie stało. Następca: Balea, która już też się kończy.

12. Rexona w sprayu. Jezu jak ona dusiła przy rozpylaniu. Nie jestem wrażliwa, ale to... każdy pobyt w łazience kończył się atakiem kaszlu. Działanie też bez rewelacji, latem sobie nie poradziła. Następca: jak w punkcie 8.

I próbki:


Nie będę tu opowiadać historii o działaniu próbek :D Bez przesady. Ale muszę zwrócić uwagę na dwie, które przykuły moją uwagę. 

Pierwsza z nich to próbka kremu do twarzy Palmer's. Używałam go tylko na noc, bo bałam się że na dzień może być za tłusty. Jak się pomyliłam :) Krem jest fantastyczny. Chwilę po nałożeniu moja skóra stała się matowa :O Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Poza tym, kiedy użyłam go na noc, rano moja skóra była nadal tak gładka i nawilżona, że nie potrzebowałam żadnego kremu na dzień. Chcę go kupić!

Druga próbka to balsam do ust Tisane. Może jestem zacofana, ale naprawdę do tej pory nie miałam swojego słoiczka. Teraz po użyciu próbki wiem, skąd takie pochwały na jego temat. Naprawdę genialnie nawilża usta i je regeneruje. Kiedy skończę swoje zapasy, na pewno go kupię.

Uff, i to już koniec w tym miesiącu. A jak Wasze zużycia?

Postaram się nadrobić kilkudniowe zaległości i Was poodwiedzać :) Jeśli kogoś pominę, krzyczcie głośno, teraz przeziębiona odrobinę wolniej kojarzę :D

Pozdrawiam, zasmarkana Ewa

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Honeymania, czyli o tym, że nawet moje ciało jest wielkim łasuchem ;)

Witajcie :)

Jak zapewne wiecie, The Body Shop jakiś czas temu przeprowadził nabór do testowania nowości tejże firmy, a mianowicie masełka Honeymania. Zostałam jedną z wybranych blogerek i dziś przedstawię Wam moją opinię.


Podoba mi się, że opakowanie nawiązuje kolorem i szatą graficzną do zapachu masełka. Jak możecie przeczytać w okienku "Kilka słów o mnie", wizualna strona opakowania kosmetyku odgrywa u mnie dużą rolę. Odkręcane pudełko mieści 50ml produktu.

Skład:


Po otwarciu pudełka moje receptory węchowe zostały usatysfakcjonowane. Ale czy był to aromat miodu, jakiego się spodziewałam? No nie do końca. Długo się zastanawiałam jak najlepiej przybliżyć Wam ten zapach, żebyście mogły sobie wyobrazić i już wiem :) To masło pachnie jak "lecznicza mikstura", którą zawsze robił mi tata, kiedy byłam przeziębiona. Cóż to za tajemnicza mieszanka? Nic innego, jak gorący napój z miodu, cytryny i odrobiny soku porzeczkowego. Dokładnie tak moim zdaniem pachnie to masło. Zapach utrzymuje się na skórze naprawdę długo, a nawet lekko "wgryza się" w piżamę.


Jeśli chodzi o konsystencję, to jest naprawdę bardzo "maślana". Masło jest gęste, ale z łatwością można zanurzyć w nim palec. Jednak żeby pokryć większą powierzchnię ciała, trzeba go wziąć dosyć sporo.



Do działania nie mam zastrzeżeń. Masło bardzo dobrze nawilża skórę na długi czas. Mam wrażenie, jakby robiło na ciele taką delikatną, ale nie oblepiającą otoczkę. Bardzo mi ten efekt odpowiada, bo moje suche kolana często wołają o pomstę do nieba.

Fajnie, że mogłam przetestować to masło, chętnie bym je sobie zostawiła na porę jesienną, ale niestety jest za małe, żeby mogło doczekać :) 

Jeśli uważacie, że moja recenzja okazała się przydatna, będę wdzięczna za każdy głos na mnie o TU . Szukajcie Ewy Pan... :)

Pozdrawiam, Ewa

niedziela, 25 sierpnia 2013

Mój pierwszy MIX zdjęciowy :)

Witajcie :)

Napatrzyłam się na Wasze MIXy zdjęciowe i pomyślałam, że też stworzę swój własny. To moja pierwsza tego typu zabawa, więc proszę o wyrozumiałość :D


1. Siema z rana :D
2. Prezent od mamy <3
3. Nie ma to jak podróż autobusem o 6.50 40km do pracy. Zdjęcie niewyraźne tak jak i mój nastrój o tej porze...




4. Małe zakupy
5. Mamy klucz do mieszkania!!! Zastępczy, ale jest :D :D :D
6. Moje pierwsze w życiu kolorowe spodnie :O




7. Niucham drzewo :D
8. Nasza sypialnia. No dobra, wiem jak to teraz wygląda, ale widzę ją już oczami wyobraźni :D
9. Wieczorny relax przed kolejnym dniem pracy.




10. Jak woda, to tylko smakowa.
11. W końcu sobota i miałam swój cheat day! <3 Teraz czekać do następnej...
12. Bawię się w rolnika :D


I jak Wam się podobają chwile mojego życia? Robić taki post od czasu do czasu, czy głupio wyszło? :)

Pozdrawiam, Ewa

sobota, 24 sierpnia 2013

Kolejny atak na ciałko.

Witajcie :)

Nie było mnie przez kilka dni, ale praca wraz z dojazdami naprawdę daje mi się we znaki. Dobrze, że dziś sobota :D

Lato się kończy, ale to nie znaczy, że znów możemy się zaniedbać, bo zima, pod grubymi swetrami nikt nie zauważy naszych dodatkowych paru kilogramów. Zauważy, zauważy :)

Dlatego kiedy od Pani Moniki z sklepu ABC-URODA.COM otrzymałam:

Serum wyszczuplające Perfecta Slim Fit


postanowiłam się nim trochę pomaziać.

Pojemność: 200ml

Cena: około 15zł

Skład:


Kilka słów producenta:


Moja opinia:

Serum znajduje się w tubce z wygodnym zamknięciem na klik.


Jest białe i ma średnio-gęstą konsystencję. Skłaniałabym się nawet w kierunku rzadkiej.



Serum pachnie bardzo mentolowo, intensywnie, ale w gorące dni ten zapach mi odpowiadał. Wchłania się jakiś czas, ale nie potrzeba jego dużej ilości do pokrycia ciała. Chwilę po nałożeniu odczuwałam bardzo silny efekt chłodzenia. Latem było to naprawdę przyjemne uczucie, ale zimą nie ma szans żebym to przeżyła :D Mega zimno!

Jeśli chodzi o obietnice producenta, to cudów się nie spodziewałam no i miałam rację. Serum fajnie nawilża i ujędrnia skórę, po jego użyciu jest gładka i miła w dotyku. Efektu wyszczuplenia na razie (na szczęście) nie potrzebuję, jednak staram się ograniczać jedzenie :) W czasie stosowania serum spadł mi jakiś kilogram i odwody lekko się zmniejszyły, ale uważam że jest to zasługą dietki, a balsam był jedynie dodatkiem :)

Jakie macie plany na weekend? :)

Pozdrawiam, Ewa

wtorek, 20 sierpnia 2013

A co tam, niech będzie makijaż :)

Witajcie :)

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, spodobał się Wam mój makijaż. Bardzo mi miło :) W takim razie pokażę Wam coś jeszcze. 

Jak już pisałam na Facebooku, kiedyś obiecałam sobie, że nigdy nie pomaluję oczu na niebiesko. Widać powiedzenie "nigdy nie mów nigdy" się sprawdza, bo ostatnio się odważyłam. Co z tego wyszło? Same oceńcie :)








Użyte cienie:

- Sleek Ultra Matts V2 - Pillow Talk
- Sleek Ultra Matts V1 - Bolt

- Sleek Ultra Matts V2 - Ink

I co Wy na to? Przegięcie, czy może być?

Pozdrawiam, ponownie zapracowana Ewa

niedziela, 18 sierpnia 2013

Papajowe (nie)chłodzenie.

Witajcie :)

Jakie macie plany na spędzenie niedzieli? Spacery, imprezy, opalanko, czy lenistwo w domu? Ja chyba postawię na to ostatnie, bo dziś upał znów męczy.

Kiedy szykowałam się do lata, w katalogu AVON wypatrzyłam zestaw do stóp, które do tej pory traktowałam nieco po macoszemu. Doszłam do wniosku, że koniec z tym i trzeba zacząć o nie dbać. W skład zestawu wchodził spray chłodzący, peeling i balsam. Dziś opowiem o tym ostatnim.


Balsam chłodzący do stóp Sorbet z papai


Pojemność: 75ml

Cena: regularna około 14zł, ja kupiłam zestaw 3 produktów za bodajże 16zł

Skład: 


Alkohol na drugim miejscu...

Moja opinia:


Jeśli chodzi o produktu AVONu, to jako konsultantka na początku byłam bliska zawału. Kiedy przyszło pierwsze zamówienie, stwierdziłam że wszystkie produkty są przeterminowane :O Potem okazało się, że AVON wytłacza na zgrzewie datę produkcji, a data ważności to + 3 lata od niej (oczywiście jeśli produkt jest nieotwierany).

A jeśli chodzi o balsam:


Podoba mi się opakowanie. Jest kolorowe, słoneczne i takie sympatyczne. Dodatkowy plus za lekko matową powłoczkę. O ile na balsamie nie jest to AŻ tak ważne, o tyle w przypadku peelingu to znaczne ułatwienie aplikacji. Szkoda, że tubka jest zakręcana, a nie otwierana na klik. Mały otworek nie sprawia problemów przy wyciskaniu balsamu.



Balsam jest w fajnym, pomarańczowym kolorze. Pachnie fantastycznie i to niestety największa zaleta produktu. Ma nieco żelową konsystencję, ale moim zdaniem jest zdecydowanie za rzadki. Wiadomo, że latem produkty muszą być nieco lżejsze, ale tu producent nieco przesadził. Parę razy zdarzyło mi się, że balsam o mało nie ześlizgnął mi się z dłoni czy stopy.


Jeśli chodzi o działanie to nie zauważyłam efektu chłodzenia, a szkoda. Było to jedynie lekkie odświeżenie. Z nawilżeniem stóp też szału nie ma. Na plus jeszcze dodam szybkie wchłanianie i brak uczucia lepkości stóp.

Ot, taki zwyklak. Za tę cenę można znaleźć coś lepszego.

Pozdrawiam, Ewa


PS. Dziś ostatni dzień urlopu, pogrążam się w rozpaczy... Chlip, chlip.

piątek, 16 sierpnia 2013

TAG: Dobre, bo polskie.

Witajcie :)

Dziś nie będzie recenzji, tylko TAG. Myślę jednak, że jest on ciekawy i na pewno przydatny, dlatego kiedy zostałam do niego zaproszona przez Seanaith, z przyjemnością postanowiłam odpowiedzieć :)


Zasady tagu:
1. Celem tagu, jest wybranie pięciu najlepszych kosmetyków polskich marek. Może to być pielęgnacja, może to być kolorówka, mogą to być nawet akcesoria, warunek - firma musi pochodzić z Polski.
2. Należy otagować 5 kolejnych osób i poinformować je o tym.
3. Fajnie by było gdyby każdy, kto odpowie na tag zamieścił link do odpowiedzi w komentarzu pod notką twórczyni tagu KLIK (ale także pod moją notką, chętnie poznam nowe marki).

4.Jeśli macie ochotę to wykorzystujcie banner:)


No i moja polska TOP 5:


1. Organique


Za genialny balsam do ciała z masłem Shea (choć ma konsystencję po prostu masła Shea), który można kupić na wagę. Nieoceniona pomoc jesienią i zimą przy mojej suchej skórze! I do tego te cudowne zapachy - mój ulubiony to zdecydowanie grecki. No uwielbiam!



2. The Secret Soap Store

Za najlepszy krem do rąk jaki kiedykolwiek miałam. Pisałam o nim TU. W skrócie: super konsystencja, rewelacyjne działanie i boski zapach. Mój hit!



3. Farmona

Za boskie zapachy kosmetyków, takie aż do zjedzenia. Do tej pory sprawdziłam krem do rąk banan/kokos, balsam pierniczkowy i masło czekoladowo-pistacjowe. Wszystko jest super (choć masło czekoladowe potem się trochę znudziło). Polecam miłośnikom "jadalnych" zapachów.


4. Green Pharmacy

Za mój ulubiony jedwab do włosów. To serum jest moim kolejnym hitem! Nie dość, że pachnie rewelacyjnie, to jest to pierwszy kosmetyk, który naprawdę zmniejszył ilość rozdwojonych końcówek. Ubolewam, że właśnie mi się kończy, ale na pewno do niego wrócę!



5. Biały Jeleń


Za bardzo dobry, wydajny i tani żel do higieny intymnej. Nie dość, że nie wywołał u mnie żadnych podrażnień, to jeszcze łagodził te delikatne spowodowane na przykład depilacją. No i zapach z nutką kojarzącą mi się z męskimi perfumami :D Jestem na tak!




Zapraszam do zabawy: 


... oraz wszystkie chętne do wzięcia udziału osoby :)

Czekam na Wasze propozycje!

Pozdrawiam, Ewa

środa, 14 sierpnia 2013

Komu wody dla ochłody? ;)

Witajcie :)

To żeście mnie zawstydziły :D Czekałam na komentarze w tylu "za mało roztarte cienie", "dziwne połączenie kolorów" itp., a tu same pozytywne słowa, dziękuję! :* Może dzięki Wam odważę się co jakiś czas pokazać co zmalowałam moimi niekoniecznie manualnie zdolnymi dłońmi.

Dziś jednak o czymś innym, a mianowicie parę słów na temat wody. Jaka "kranówa" jest w Waszych domach? Ja teraz mieszkam z rodzicami w niewielkim mieście i tutaj jest całkiem ok, jednak w moim studenckim mieście (a nie długo i moim stałym miejscu zamieszkania) woda jest OHYDNA. Śmierdzi już przy odkręceniu kranu. Wiele osób nazywa ją tęczową wodą, ponieważ jeśli zrobi się herbatę i zostawi ją w szklance na kilka godzin, na jej powierzchni pojawiają się wzory identyczne jak wylana na ulice benzyna :O Jednym słowem: masakra.

Dlatego kiedy otrzymałam propozycję przetestowania dzbanka DAFI, postanowiłam spróbować.



Dzbanek ma w sobie filtr, który ma za zadanie uzdatniać wodę. Co to oznacza? Producent zapewnia, że woda po filtracji jest zmiękczona, a wszystkie mechaniczne zanieczyszczenia, metale ciężkie i chlor są usuwane. 


Obsługa dzbanka jest bardzo prosta. Wlewamy tylko wodę przez otwór w klapie i gotowe.



A jak z działaniem? Zapewnień producenta o usuwaniu chloru czy też metali ciężkich nie jestem w stanie sprawdzić. Jedyne na czym polegam, to moje kubki smakowe. A te wyczuwają różnicę. Zrobiłam test na sobie oraz na domownikach. Niezależnie od siebie i ja i mama rozpoznałyśmy przefiltrowaną wodę i miałyśmy takie samo odczucie - ta z dzbanka była po prostu słodsza. Tata nie potrafił wskazać tej "lepszej", ale czuł, że smakuje inaczej. Herbata również jest smaczniejsza. Nie mogę się doczekać przetestowania dzbanka tam, gdzie woda jest tak okropna.

Etap filtrowania:



Cena dzbanka nie jest wysoka, około 35zł razem z filtrem, które jak mówiłam trzeba wymieniać co 30dni (cena filtra to około 12-14zł). Czy warto? Jeśli mieszka się w dużej miejscowości gdzie wodę czuć z kilometra to tak. Po co pić tęczową herbatę ;)

Pozdrawiam, Ewa

wtorek, 13 sierpnia 2013

A dziś dla odmiany makijaż.

Witajcie :)

Na moim blogu rzadko można znaleźć posty z kolorówką w roli głównej. Przyznaję się bez bicia, że bardziej interesuję się pielęgnacją. Poza tym widziałam tu już tyle perfekcyjnych makijaży, że aż wstyd pokazywać swoje bazgroły :D

Co nie oznacza, że nie maluję się na co dzień! Bez makijażu nie wyszłabym z domu, bo każdy zaraz by mnie pytał czy jestem ciężko chora :)

No i dziś chciałabym Wam pokazać moje malunki. Wiem, że szału nie ma, jednak ja takie zestawienie kolorów bardzo lubię. 







Jakich cieni użyłam?

- wewnętrzny kącik: Sleek Oh So Special - cień Pamper
- następnie: Sleek Oh So Special - cień Ribbon
- zewnętrzny kącik: Sleek Ultra Matts V2 - cień Highness

No i eyeliner ;) 

Zauważyłam, że kiedy mam zamknięte oko, kreska wydaje się być o wiele cieńsza niż w rzeczywistości.

Jak Wam się podoba? Wszelkie uwagi mile widziane, jako że zdaję sobie sprawę o swoim braku talentu :D

______________________

Na Fabebooku na moim Fanpage'u o [TU] do jutra trwa mini rozdanie. Może ktoś jeszcze jest chętny do wzięcia udziału? Zapraszam ;)

Pozdrawiam, Ewa

niedziela, 11 sierpnia 2013

ROZDANIE!

Witajcie :)

Dziś mam niespodziankę! Będzie rozdanie :)



Co można wygrać?

1. Intensywne serum redukujące tkankę tłuszczową Eveline 4D 150ml
2. Żel pod prysznic Avon Senses Lagoon 250ml
3. Krem BB Eveline cera jasna 50ml
4. Krem do twarzy Anatomicals 50ml
5. Krem do rąk owocowy Exclusive Cosmetics 125ml
6. Szczotka do włosów 
7. Miętowy lakier do paznokci Mariza be chic! 10ml
8. Błyszczyk Eveline Magic Gloss 6in1 numerek 366 9ml
9. Wosk zapachowy Little Hotties "Poranna kawa"
10. Wosk zapachowy Little Hotties "Pierniczek"
11. Kupon rabatowy -30% do sklepu internetowego bydziubeka
12. Próbka balsamu do paznokci Herba Studio 1,5g

To teraz kilka prostych zasad. 

Aby wziąć udział w rozdaniu, wystarczy:

- być publicznym obserwatorem bloga  http://moj-kosmetyczny-punkt-widzenia.blogspot.com/ i zostawić  komentarz wyrażający chęć udziału w rozdaniu wraz z adresem e-mail

I to wszystko :)

W ten sposób można zdobyć 1 los.
Dodatkowo można zwiększyć swoje szanse poprzez:

1. Dodanie na swoim blogu banera przekierowującego do mojego rozdania (+1los)
2. Dodanie wzmianki w notce lub oddzielnej notki odsyłającej do rozdania (+2losy)
3. Dodanie mnie do blogrolla (+1los)
4. Polubienie mnie na Facebooku [TU] (+1los)

Dla ułatwienia wzór zgłoszenia:

1. Publicznie obserwuję bloga jako:
2. Adres e-mail:
3. Baner na blogu TAK(link)/NIE
4. Wzmianka w notce lub oddzielna notka TAK(link)/NIE
5. Dodałam Cię do blogrolla TAK(link)/NIE
6. Polubiłam Cię na Fb TAK(imię i 1. litera nazwiska)/NIE

No i nudny regulamin :)
1. Organizatorem konkursu  jestem ja – Testerka, autorka bloga
http://moj-kosmetyczny-punkt-widzenia.blogspot.com/ 

2. Rozdanie trwa od 11.08.2013 do 11.09.2013 do północy.  
3. Rozdanie wygrywa osoba, która zostanie wylosowana przy pomocy maszyny losującej.
4. Wyniki losowania będą podane w ciągu 3 dni od daty zakończenia rozdania, osoba która wygra zostanie również poinformowana mailowo.
5. Na maila z danymi do wysyłki czekam do 3 dni od wysłania przeze mnie maila informującego o wygranej. W przypadku braku odpowiedzi, losuję kolejną osobę.
6. Przystąpienie do konkursu jest równoznaczne z akceptacją powyższego regulaminu.
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych /Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.



Życzę wszystkim powodzenia!

sobota, 10 sierpnia 2013

Delikatnie złuszczający peeling do twarzy Palmer's.

Witajcie :)

Jak tam po dzisiejszej nocy? Burzowo? U mnie jak zwykle może ze dwa razy błysnęło, grzmiało w oddali i koniec. A teraz znów wychodzi słońce i robi się duszno. 

To tyle słowem wstępu :D

Dziś chciałabym pokazać Wam pokazać produkt firmy Palmer's, który otrzymałam na Spotkaniu Podlaskich Blogerek, a będzie to:



Do tej pory produkty tej firmy kojarzone były w Polsce często z kosmetykami dla kobiet w ciąży lub po ciąży. Pani Monika wyprowadziła nas z tego błędu. Firma ma o wiele więcej do zaoferowania ;)

Waga: 150g

Cena: 30-35zł

Dostępność: niektóre apteki, np. Super Pharm

Skład:


Kilka słów producenta:


Moja opinia:

Peeling zamknięty jest w klasycznej tubce z zamknięciem na klik. Nie mam problemu z jego dozowaniem.


Producent mówi, że jest to delikatnie złuszczający peeling, jednak już na spotkaniu Pani Monika ostrzegła, że peeling należy do kategorii tych mocniejszych zdzieraków. I miała rację, z czego się ucieszyłam ponieważ mam cerę suchą, a co za tym idzie: na moim nosie oraz w okolicach brwi szczególnie w okresie jesienno-zimowym pojawiają się te wredne suche skórki.

Peeling jest gęsty i treściwy.


Ma w sobie dużo mniejszych i większych drobinek, czyli fragmentów ziarna kakaowca odpowiedzialnych za tak mocne drapanie naszej buzi. Osobom o cerze wrażliwej radzę masować twarz bardzo delikatnie. Ja tam zdzieram na całego :D


Co do zapachu to mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to ładny i typowy dla kosmetyków Palmer's zapach kakaowy, z drugiej jednak jest on lekko duszący. Bardziej podobał mi się zapach peelingu do ciała :) Być może w okresie jesienno zimowym zmienię swoje zdanie, teraz latem jest trochę za słodki.

Za to do działania nie mam żadnych zastrzeżeń. Peeling świetnie sobie radzi ze złuszczeniem suchego naskórka, a przy tym bardzo dobrze nawilża (nie spotkałam się jeszcze z tak dobrym efektem nawilżenia w przypadku innych peelingów) i (co ciekawe) lekko matowi skórę. Nie odczuwam żadnego pieczenia, podrażnienia czy jakiegokolwiek dyskomfortu. Jestem bardzo zadowolona! Plus również za bardzo fajny skład: masło kakaowe, masło shea, wit. E, aloes, proteiny mleczne, wyciąg z wiesiołka...

Cena jest dosyć wysoka, ale wiem że ostatnio w SP są duże promocje na produkty Palmer's. Ja się czaję na peeling do ciała ;)

A Wy macie swoich ulubieńców do drapania buzi?

Pozdrawiam, Ewa