niedziela, 28 lipca 2013

A babcia powinna przecież być zawsze pomocna...

Witajcie :)

Na Podlasie dotarła fala upałów, z czego akurat ja wcale się nie cieszę. Po pierwsze nie mam wakacji, po drugie nawet jakbym miała to nienawidzę leżingu, plażingu, smażingu i innych "żingów". Zdecydowanie wolę klimaty umiarkowane w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Mogłabym się wyprowadzić tam, gdzie przez cały rok temperatura oscyluje w granicach 20 stopni.

To tyle słowem wstępu :D

Dziś chciałabym pokazać Wam produkt, który niestety mnie zawiódł, a jest nim:


Balsam ziołowy specjalny do każdego rodzaju włosów Babuszki Agafii


Pojemność: 350ml

Cena: około 16-17zł

Skład: Aqua nivalis, Siberian Water Complex® (wyciąg z 17 syberyjskich ziół), Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Juniperus Communis Fruit Extract, Montan Wax, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Panthenol, Guar Gum, Citric Acid, Parfum, Kathon.

Co nam rzecze producent:



Moja opinia:

Na plus jest na pewno design opakowania, bardzo mi się podoba, tym bardziej, że balsam miał również "czapeczkę" utworzoną z ulotki.

Jednak już otwarcie nie jest przemyślane. Mamy zakręcany korek i kiedy uda się nam z nim uporać ( ja już nauczyłam się odkręcać go przed myciem głowy) widzimy wielką dziurę



Kompletnie niepraktyczne rozwiązanie! Tym bardziej, że balsam jest gęsty i naprawdę trzeba się natrudzić żeby wylać odpowiednią jego ilość, a nie czekać w nieskończoność aż łaskawie coś wykapie lub z drugiej strony chluśnie nam na całą dłoń.



Jeśli już mówimy o konsystencji, to balsam jest naprawdę fajnie gęsty (o ile byłoby dobre otwarcie). Ma delikatnie różowy kolor i bardzo ładny zapach, taki świeży i delikatny. Za to plus.

No i działanie. Niestety - kicha. Balsam jest  swego rodzaju odżywką, którą należy nałożyć na włosy na 1-2min i spłukać. Tak też zrobiłam. Już przy spłukiwaniu stwierdziłam, że żadnej różnicy nie wyczuwam. Włosy były identyczne jak przy użyciu tylko szamponu. Przy suszeniu i czesaniu - to samo. Żadnej gładkości, lepszego rozczesywania, miękkości, nic. Następnym razem spróbowałam dłużej trzymać go na głowie, ale nic się nie zmieniło. Balsam nie zahamował też wypadania i nie przyspieszył porostu włosów.

Niestety, bardzo się zawiodłam na tym produkcie, tak jak i z resztą na drożdżowej maseczce. Pieniądze wyrzucone w błoto. Jedynie tonik okazał się być dobrym produktem, ale o tym opowiem kiedy indziej.

Pozdrawiam, Ewa

czwartek, 25 lipca 2013

Balea raz, Balea dwa... Balea trzy!

Witajcie :)

Dosyć spore emocje po blogerskim spotkaniu już opadły i mogę powrócić do recenzowania :)

Dziś znów Balea... Tak wiem, wiele z Was nie ma dostępu do tych kosmetyków. Ja też go nie mam. Dlatego często po prostu zamawiam je w sieci. Wiadomo, że jest drożej, ale czegóż się nie zrobi dla tej radochy otwieranej paczki? :D I zawsze można namówić koleżankę na wspólne zakupy, wtedy przesyłka wychodzi taniej. My na spotkanie blogerek umawiałyśmy się w aż 9 :)

Dziś pokażę Wam różne mazidła do ust. O dwóch innych pomadkach pisałam już [TU], jednak wersję czekoladową latem odstawiłam do szafki, a Fruity Kiss się skończyła :(

Pomadka Balea Young Love is a Battlefield



Pomadka Balea Young Zucker Schnute



Masełko Balea Juicy Orange

 


Jaka różnica w długości składu masełka, a pomadek!

Pojemność: pomadki 4,8g, masełko 10g

Cena: pomadki około 7-8zł, masełko około 10zł

Dostępność: TU

Moja opinia:

Obie pomadki są twarde, zbite, jednak mają idealną konsystencję do smarowania ust. Nie rozpływają się, nie kruszą, z każdym kolejnym maźnięciem suną coraz lepiej. 

Muszę przyznać, że ostatnio jestem z nich bardziej zadowolona niż z mojej ulubionej dotychczas Nivei. Dobrze nawilżają, usta po ich zastosowaniu są bardzo miękkie.

Wydajność jest również bardzo duża, używam pomadek już jakiś czas, a ubytek jest znikomy.

Battlefield pachnie gumą balonową, natomiast Zucker Schnute - lemoniadą, czyli wodą z cukrem i cytryną. Obie bardzo ładnie ;)



Jeśli chodzi o masełko, to producenta lekko poniosła fantazja tak je nazywając. Moim zdaniem jest to pomarańczowa wazelina do ust.

Używam jej tylko w domu, żeby paluchami nie przenieść zanieczyszczeń do kosmetyku i na usta.

Wazelina jest zbita, jednak pod wpływem ciepła palca łatwiej się nabiera i pozwala na dokładnie rozsmarowanie.

Usta są dobrze nawilżone i lekko tłuste, dlatego stosuję ją na noc.

Co do zapachu to moim zdaniem jest to bardziej napój pomarańczowy niż owoc pomarańczy, ale nie jest zły :)


Polubiłam wszystkie trzy produkty i coś czuję, że Balea już zawsze będzie mi towarzyszyć w pielęgnacji ust.

Pozdrawiam, Ewa

wtorek, 23 lipca 2013

Pierwsze spotkanie podlaskich blogerek w Białymstoku - mam relację! :D



W końcu mogę podzielić się z Wami tym wszystkim, co działo się 20.07.2013 w Białymstoku. A działo się bardzo dużo! Gotowe? To zapraszam :)


Na początek muszę powiedzieć o cudownych dziewczynach, które w końcu miałam przyjemność poznać. Było nas dziewięć.

Ola – organizatorka  http://panidomunazakupach.blogspot.com/
Magda – organizatorka  http://swiat-blanki.blogspot.com/
No i ja :D

Kiedy wybierałam się na spotkanie, byłam pewna że do domu wrócę jedynie z tym (i nie jest to żadna kokieteria, po prostu z rozmów wynikało, że TAK MA BYĆ):


Czyli z naszymi grupowymi zakupami z różnych firm (miły gest ze strony sklepu Minti Shop – do zakupu 2 Batiste dostałam Sleek’a v1 i błyszczyk :D A pani ze sklepu AnnaCosmetik do zakupów dorzuciła po 2 próbki lub mini produkty dla całej dziewiątki).

Kiedy jednak weszłam do lokalu, zobaczyłam to:


I to:


I jeszcze więcej!
:O 

Szczęka mi opadła. Kłamczuchy jedne :*

Dziewczyny powoli się zbierały, a kilka minut po godzinie 13 zagościli u nas przedstawiciele firmy GOLD WATER BLUE.


Pan Wojciech z wielką pasją i zaangażowaniem opowiadał o tych specjalnych kosmetykach. Nie jest to firma typowo drogeryjna, tylko przeznaczona na wymagające silnej dawki uderzeniowej problemy skórne. Każdy krem ma za zadanie walkę z inną przypadłością, a sądząc po zdjęciach ‘przed’ i ‘po’ na Facebooku, efekty są imponujące. Każda z nas dostała oczywiście prezent w postaci kremu do wyboru.

Miałyśmy dosłownie sekundę na zjedzenie obiadku, bo już po chwili pojawiła się u nas Pani Monika z firmy PALMERS .


Nie była to tylko opowieść o kosmetykach. Wszystkiego mogłyśmy dotknąć, powąchać i się wysmarować, co też z wielkim zapałem uczyniłyśmy :D Mi najbardziej przypadł do gustu zapach peelingu do ciała oraz kremu do rąk, natomiast bardzo jestem ciekawa jak sprawdzi się peeling do twarzy, który sobie wybrałam. Na pewno przejdę się do SuperPharmu w poszukiwaniu produktów Palmer’s, które naprawdę mnie zachwyciły. 

 mmm, cudny! (to nie mój paluszek ;)

Niespodziewanie wpadła do nas przedstawicielka firmy AROMANTI, która opowiedziała o zapachach do wnętrz i obdarowała nas pachnącymi świeczkami oraz zawieszkami do szafy.

  
Wtedy w końcu nadszedł czas na pogaduchy! :D A Magda i Ola były naszymi wakacyjnymi Mikołajami i co sekundę dostawałyśmy nowe paczki, aż nie miałyśmy miejsca na ich układanie, istne szaleństwo!

 Magda, Justyna i Marysia :)

Sylwia, Martyna, ja (na tym zdjęciu wyszłam jak wiedźma :D), Michalina, kawałek Magdy ;) i Ola

Pozujemy z Palmersami :D

A tu już ścieram, bo za dużo wszystkiego na rękach :D

 Wspólne niuchanko :D

Spotkanie zaczęło się o godzinie 12.30, a do domu wróciłam po 18, choć mogłabym tam zostać jeszcze na kilka godzin. Za podwózkę dziękuję Magdzie, a za uginanie się pod ciężarem moich paczek na tylnym siedzeniu – Marysi :*

Nie mogę nie wspomnieć o naszych kochanych organizatorkach. Magda, Ola – spisałyście się na medal, myślę że możecie startować w konkursie na najlepsze organizatorki spotkań blogerek :) Jeszcze raz dziękuję!

Podziękowania należą się również firmom, które tak hojnie nas obdarowały wieloma prezentami. A były to następujące firmy:





EFEKTIMA
WHO 
BARWA 
APIS 

Dużo, prawda? No to zobaczcie, ile było tego wszystkiego po powrocie do domu.

W torbach:

  
I po wyjęciu:


Żyjecie jeszcze? Bo ja kiedy to zobaczyłam prawie dostałam zawału :D Szok!

Cieszę się niesamowicie, że byłam na tym spotkaniu i myślę że już niedługo spotkamy się ponownie, oby w takim samym gronie, na nieoficjalnym spotkaniu :)

Nasza 9 wspaniałych :)


Fajne z nas babeczki...


....prawda? :)

Pozdrawiam! Ewa


środa, 17 lipca 2013

Ta para powinna się rozstać.

Witajcie :)

Niech tytuł Was nie zmyli, post będzie kosmetyczny. Dziś chciałabym przedstawić swoją opinię na temat 

Zestawu do włosów firmy Alverde mającego zapewnić połysk

Zacznę od szamponu:

Pojemność: 200ml

Cena: około 12zł

Kilka słów od producenta:


 Skład:


Moja opinia: 

Wygodna buteleczka z zamknięciem typu klik. Szampon ma konsystencję takiego glutka, jest przezroczysty.


Szampon dobrze się pieni i fajnie oczyszcza włosy. Nie podrażnia skóry głowy, nic nie swędzi ani nie piecze. 

Pachnie ślicznie - najpierw czułam morelę, ale już po chwili przebiła się mocna cytrynka. Do wypicia ;)

Niestety bardzo plącze włosy, które po jego zastosowaniu stają się jakby... tępe w dotyku. Wymaga nałożenia dużej ilości odżywki, przy czym ta z kompletu jest niestety za słaba. Jednak w połączeniu z mlecznym Kallosem jest w porządku, włosy rozczesują się bez problemu.

Mam długie włosy więc szampony zużywam w zastraszającym tempie i podobnie było z tym. Wystarczył mi na kilka myć.

Czas na odżywkę:

Pojemność: 200ml

Cena: około 12zł

Kilka słów od producenta:

Skład: 


Moja opinia:


Podobna buteleczka, z tym że ustawiona "na głowie". Odżywka jest średnio gęsta, biała.


Pachnie równie pięknie jak szampon, wyczuwam w niej morelę i cytrynę.

Tak jak już wspomniałam, w duecie z szamponem okazuje się za słaba, jednak dobrze się sprawdza np. z szamponem Nivea. Wtedy rzeczywiście ułatwia rozczesywanie włosów. 

Odżywkę nakładamy na parę minut (przez ten czas nie spływa z włosów) po czym dokładnie spłukujemy.

Niestety nie zauważyłam zwiększonego połysku włosów.

Jest wydajniejsza niż szampon, jednak na moje długie włosy i tak musiałam nakładać jej sporą ilość.

Za przetestowanie produktów dziękuję Pani Monice ze sklepu 


Pozdrawiam, Ewa

niedziela, 14 lipca 2013

Kilka nowości w mojej kosmetyczce.

Witajcie :)

Dawno nie było posta z nowościami, bo i nie kupiłam nic nowego. Ale ostatnio zaczynam odczuwać silną chęć wydania pieniędzy i oto kilka łupów, które rozpoczynają moje zakupowe, jakże nierozważne szaleństwo ;)

W aptece kupiłam żel Dermena przeciw wypadaniu włosów. Jeszcze niedawno się cieszyłam, że jest dużo lepiej, a teraz niestety znów regres. Jak tylko skończę tonik Agafii, przerzucam się na ten żel.


Zamówienie ze sklepu AnnaCosmetik (tylko moja część, zamawiałyśmy wspólnie z dziewczynami i za tydzień na spotkaniu blogerek wszystko rozdam :) :

- mój ulubiony szampon Balea
- odżywka kokosowa do włosów farbowanych
- peeling do ust


I zamówienie z Avonu:

- krem do pielęgnacji skórek
- błyszczyk do ust
- lakier do paznokci o dziwacznym kolorze - jest bordowy z zielonym połyskiem... a ja zawsze muszę wypróbować jakieś dziwactwa ;)
- wydłużający tusz do rzęs


I to tyle. Niewiele, ale zawsze coś. Jesteście czymś szczególnie zainteresowane? :) Ja niedługo zaczynam pakowanie i znów wyjeżdżam z rodzinnego domu na stancję. Niektórzy niestety nie mają wakacji.

Pozdrawiam, Ewa

PS. Chciałam jeszcze złożyć oświadczenie. Firma zapewne wszystkim dobrze znana - JM SPA&WELNESS wydała na swoim Fp kolejne oświadczenie o weryfikacji blogerek do dalszej współpracy. Doszłam do wniosku, że jest to bardzo dobry moment na rezygnację ze współpracy, z której niestety nie byłam zadowolona. Także nawet się tam nie zgłosiłam. Wystarczy nerwów, to nie tak ma wyglądać ;)

środa, 10 lipca 2013

Walka z cellulitem - syzyfowa praca?

Witajcie ;)

Pomiędzy poranną, a wieczorną bieganiną (wakacje, pf akurat!) postanowiłam Wam naskrobać recenzję. Dziś na tapecie:


Intensywne serum antycellulitowe przeciw rozstępom firmy Bielenda


Pojemność: 175ml

Cena: około 15zł

Skład:



Obietnice producenta:




Moja opinia:

Opakowanie to wygodna tubka z zamknięciem na klik.



Serum ma przyjemną, lekką konsystencję. Wchłania się bardzo szybko, nie klei się do ubrań.



Ma boski zapach, zupełnie nietypowy. Skojarzenie, jakie od razu przyszło mi do głowy to perfumy  L'eau Par Kenzo Pour Homme.



Teraz niestety trochę mniej przyjemna część. Producent obiecuje zmniejszenie cellulitu oraz rozstępów. Niestety tak się nie stało. Co prawda moje rozstępy mają już około 10 lat i raczej niemożliwe jest pozbycie się ich za pomocą kremu, ale z cellulitem też nie ma poprawy. Natomiast jeśli chodzi o ujędrnienie i wygładzenie, to efekt jest całkiem dobry. Wbrew pozorom, osobą która zauważyła poprawę jędrności moich pośladków nie jestem ja, a mój R :>

Opakowanie wystarczyło mi na miesiąc przy stosowaniu 2x dziennie na pośladki oraz uda.

Produkt mogłam przetestować dzięki uprzejmości sklepu 



A wy jak walczycie ze skórką pomarańczową lub rozstępami? Macie coś naprawdę super? :)

Pozdrawiam, Ewa